poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział #2

 Czerwiec upłynął dość szybko. To była moja ostatnia klasa gimnazjum, ale jakoś tego nie przeżywałam. Testy napisałam dobrze, świadectwo też nie było złe, miałam pewność, ze dostanę się do mojego technikum. Co do ludzi to trochę łez poleciało na zakończeniu roku, nie ma co, w końcu te 3 lata nas jednak zżyły. A z Leonem to już w ogóle, 9 lat ta sama klasa! Będę za nim tęsknić. Majk też nie był mi obojętny. Oczywiście był we wspaniałym związku, ale zaprzyjaźniliśmy się, choć to była dziwna przyjaźń - 1 klasa byłam w nim zabujana, w 2 wręcz go nienawidziłam, gdyż zwracał się do mnie Tosiek... a 3 klasie zmienił się on, ja też pewnie trochę dorosłam i tak nam się to ciekawie poukładało, że potrafiliśmy sie cieczyć wspólnym towarzystwem. Ksawery , moja miłość z drugiej klasy, nadal gości w moim sercu. Teraz się przyjaźnimy, ale śmiejemy się, że żyjemy w wolnym związku. Kocham go, on mnie też , tak na pewno hahaha! No ale wymieniam samych chłopców - co ja poradzę, że wolę się z nimi zadawać? Mam przyjaciółkę Weronikę i nie potrzeba mi innych. Wiadomo, te z klasy też lubię, ale tylko lubię. Ciekawa jestem ile przetrwają nasze kontakty...
 Ale mniejsza z moją klasą. Przecież wyjeżdżam do Anglii!! Do stolicy, Londynu! Och, jak ja się cieszę ! Już pakuję swoje walizki, za dodaktowy bagaż rodzice zapłacą sporo pieniędzy, ale w końcu to 2 miesiące i muszę mieć w czym chodzić! Biorę więc większość moich rzeczy, aparat, telefon i różne drobiazgi. Jutro rano mam jechać. Dodaję tylko notkę na fotoblogu, że będzie 'dziki bans' i zmykam spać.
 Rano budzi mnie dzwonek "bllured lines", to Weronika dzwoni, żeby jeszcze ze mną pogadać. Zbieram się i jadę z rodzicami na lotnisko. Mam trochę stracha, ale załatwili z pewną panią, żeby mnie przypilnowała. No cóż, w Polsce to ja się raczej nie zgubię, obawiam się powrotu, bo lotnisko w Londynie jest dużo większe niż to u nas, w Jasionce. Odprawa itp - nudy. Wsiadam do samolotu, zajmuję miejsce przy oknie, bo chcę pooglądać wszystko dokładnie - to w końcu mój pierwszy lot. Koło mnie siada jakaś para z dzieckiem. Kiedy już naoglądałam się chmur aż do znudzenia, założyłam słuchawki i postanowiłam się przespać. Obudził mnie głos stewardessy, która kazała zapiąć pasy, ponieważ mamy lądować. Posłusznie wykonałam jej polecenie. Lądujemy, wysiadamy. Wszytsko jak powinno być. Wypatruję Ady, która ma na mnie czekać wraz z Andrew i Maritą. O, są , widzę ich. Super. Witam się, wszystko fajnie, Andrew bierze mój bagaż i jedziemy do ich mieszkania. Całą drogę przegadałam z Adą o locie, wrażeniach, moich planach. Dojeżdzamy do ich mieszkania, jestem zachwycona! Bardzo nowocześnie, podoba mi się. Dostaję pokoik, w którym poszłam się rozpakować. Jest dobrze, bo mają laptopa, więc będę miała kontakt ze światem, a co najważniejsze - z Weroniką i może czasem z rodzicami, haha.
-Tosia chodź na obiad - słyszę głos z kuchni, więc idę do niej. Na obiad były filety z kurczaka - Ada wie, co lubię. Zaczęłam rozmawiać z nimi po angielsku, żeby Andrew też zrozumiał, czym niesamowicie ich zaskoczyłam.
-No no, ładnie się podszkoliłaś w angielskim od naszje ostatniej wizyty! - mówi Ada.
-Haha pamiętam, ostatnio opowiadałaś mi o One Direction, że gdybym ich spotkał mam ci koniecznie zrobić ich zdjęcie lub prosić o autograf dla ciebie, haha.
-Ależ ja nadal ich uwielbiam i liczę, że może będę mieć tego farta i ich spotkam!
Wszyscy wraz zaczeliśmy się śmiać, nawet dwuletnia Marita! Po obiedzie wyszliśmy na spacer,  do parku, w którym był też plac zabaw. Poszłam ja, Ada i Marita, gdyż Andrew musiał wracać do pracy.
-Ada, czy mogłabym się przejść? Plac zabaw widać z daleka, więc się nie zgubię, bo daleko też nie odejdę, a widzę tam budkę z lodami, wiesz jak je uwielbiam.
-No spoko, to trzymaj kase, kup też i mnie.
-Nie ma sprawy, to zaraz wracam.
Szłam w kierunku ciekawej budki z lodami, u nas w Rzeszowie takiej jeszcze nie widziałam, żeby sobie jeździła po parku - hahaha, dobre ! Nie było kolejki, więc poprosiłam o gałkę truskawkowych dla mnie i czekoladowych dla Ady oraz o kubeczek dla Marity. Kiedy wzięłam lody miałam zajęte obie ręce, szybko ruszyłam przed siebie, żeby lody dla Ady się nie roztopiły. Pech chciał, że ktoś za mną stał i moje wspaniałe lody ubrudziły temu komuś całą koszulkę ! Co za wstyd! Sięgając po chusteczki, bo z lodów już nic nie zosało i moje ręce były wolne, zaczęłam machinalnie mówić:
-Przepraszam, bardzo przepraszam, ja nie chciałam! - chłopak zrobił dziwną minę, aż zrozumiałam, ze wszystko wypowiedziałam po polsku! Powtórzyłam slowa, tym razem po angielsku, więc chłopak mi odpowiedział.
-No nie jest tak źle, każdemu się może zdarzyć, a w domu dysponuję pralką, więc nic starconego - zaczęliśmy się śmiać - a tak w ogóle, to w jakim języku się do mnie zwracałaś na początku?
-Po polsku, to z przyzwyczajenia, ale angielski znam już całkiem dobrze, więc spokojnie, dogadamy się - uśmiechnęłam się.
-Po polsku, mówisz? Nie znam nikogo z tamtąd, ale słyszałem o tym kraju.
-To fajnie, bo nie każdy słyszał. Przyjechałam tu na wakacje do kuzynki, więc mieszkam niedaleko, a ty?
-Ja mieszkam tu teraz na stałe, ale ogólem jestem z Irlandii.- to jak mój kochany Niall, myślę sobie. Chciałam lepiej przypatrzeć się chłopakowi, ale nagle zaczęła mnie wołać Ada, która wystarszyła się, że nadal mnie nie ma i szła w moją stronę.
-Jejku, bardzo cię przepraszam, ale musze już iść, kuzynka chyba się martwi, może się jeszcze spotkamy. Cześć!
Nie wiem czy mi coś odpowiedział, bo chciałam jak najszybciej pokazać sie Adzie. Tak tak, mam to 16 lat, ale jestem tu pierwsyz dzień i zrozumiałe jest to, że Ada się na razie boi, bo jest za mnie poniekąd odpowiedzialna.
-No co ci to tyle zajęło? I gdzie są lody? - z tego wszystkiego zapomniałam kupić drugą porcję. Wyjaśniłam Adzie co się stało, kupiłyśmy razem drugą porcję i poszłyśmy znów do domu. Tam wbiłam chwilkę na facebooka popisać z Weroniką, opowiedziałam jej o zajściu w parku.
 Na jutro planowałam odrobinę zwiedzania, tyle tu ciekawych rzeczy. London Eye i Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud najbardziej mnie interesowały. Zjadłam kolację i położyłam się spać.
 Rano śniadanie, zabawy z Maritą i obiecane zwiedzanie. Londyn jest nieporównywalnie piękniejszy i bardziej zatłoczony niż mój rodzinny Rzeszów! Wszystko mi się podobało, połowa pamięci aparatu już byla zapełniona, z czego Ada się bardzo śmiała. W końcu doszłyśmy do Muzeum. Ojej, jak się cieszyłam, że zrobię zdjęcia tylu figurom! Justin Bieber - fotka musi być na facebooka czy fbl haha, Weronika się uśmieje! Idziemy sobie dalej a nagle patrze i nie wierze własnym oczom! Widzę figury moich ukochanych chłopców z One Direction! O Mój Boże, jacy oni byli pilnowani - no cóż, nowe figury i bardzo uwielbiane. Miałam szczęście, bo o tej godiznie Muzeum nie było aż tak zatłoczone. Wiedziałąm, że 1D mają mieć swoje figury, ale nie wiedziałam, ze już są gotowe. Nie myśląc wiele pobiegłam w ich stronę i zaczęłam się przyglądać. Ależ one były realistyczne! Szybko wręczyłam Adzie aparat i stanęłam koło Nialla, przytulilam się do niego i mialam zamiar dać mu buziaka w usta, no BEKA ! Takie zdjęcie, nawte z figurą woskową i tak wymiata! Zbliżałam usta kiedy widzę, że oczy woskowego Nialla się poruszają! OMG! Co to ma być?! Chyba mi się zdaje! Ależ nie, te ręce mnie obejmują, wszyscy zaczynają się śmiać a ja stoję taka osłupiała. Nosz kurdę, zeby tak się nabijać ze zwyklego człowieka... Ale z drugiej strony to moje One Direction! Ada szybko strzeliła fotkę z moją zdezorientowaną miną i roześmianymi minami chłopaków i nie zdążyłam nic powiedzieć, bo w tym samym momencie zleciała sie cała rzesza fanek, które były w kolejce do zdjęć. Zostałam odepchnięta od chłopaków, ani autografu ani nic... Ale przecież Ada zrobiłą zdjęcie! No kurczę, jest co opowiadać na twitterze! Trochę mi było żal, że nie zdążyłam z nimi zamienić ani słowa, ale też się cieszyłam, że byłam tak blisko moich idoli. Uczucia mną miotały, więc Ada okropnie się uśmiała. Do wieczora biegałam po Londynie z uśmiehcem robiąc sobie zdjęcia gdzie tylko można było, aż pamieć się zapełniła, zrobiło się ciemniej i był to czas na powrót do domu. Mistrzowski dzień ! Mam tu być jeszcze tyle czasu, że zdążę złapać One Direction raz jeszcze, wmawiam sobie. Z taką myślą idę spać, a śnią mi się moi ukochani idole.

*****************************************

Wybaczcie, ze dopiero dziś rozdział, ale tak wyszło, że wcześniej nie mogłam pisać. Myślę, że rodział ciekawy, bo i dłuższy. Za wszelkie błędy przepraszam. Jeśli czytacie mojego bloga to dajcie znać w komentarzu :) Kolejny rozdział już nie długo, na tygodniu postaram się coś napisać :)

follow/follow

KOMENTUJECIE=MOTYWUJECIE



czwartek, 30 maja 2013

Rozdział #1

Pewnie zastanawiacie się, kim jest ta wyjątkowa osoba. Myślicie - 'kurdę, zacznie się jakieś love story! ', a tymczasem wyjątkową osobą dla mnie jest moja przyjaciółka, Weronika! Haha, no to was wytrollowałam! Ciekawa bylam co też Weronika tu robi, więc szybko do niej podbiegłam.
-Hej bejbs ! Co ty tu robisz ?
-No czeeeść Tośka! Właśnie szukam ciebie.
-No można się było tego spodziewać, bo co innego robiłabyś na tym pikniku? Hah, no to co tam chciałaś?
-No nudziło mi się w domu, więc wpadłam haha.
-A to luuuz , bo już myślałam, że coś się stało. W takim razie chodź, pokaże ci co tutaj ciekawego.
Z Weroniką spędziłam resztę dnia. Wieczorem, kiedy byłam już w domu, rozmawiałam przez skype z moją kuzynką z Anglii - Adą.
-Tosia, kiedy w końcu mnie odwiedzisz?
-Gdyby to zależało ode mnie, to przyjechałabym na tych wakacjach, bo co piękniejszego niż wakacje w Londynie z daleka od rodziców? No marzenie ! Ale no im nie przegadam...
-Może ty nie, ale ja.... Warto spróbować. Zawołaj ich tutaj.
-No okej.
-No cześć Ada ! O co chodzi? - powiedzieli niemal równocześnie, gdy w końcu przyszli do mojego pokoju.
-Słuchajcie, czy Tośka nie mogłaby przyjechać do mnie na wakacje?
-Wykluczone! - szybka odpowiedź mamy zdawała się przekreślać moje szanse na wyjazd.
-Ale dlaczego? - Ada próbowała mnie ratować.
-Taki wyjazd nie byłby tani, a przecież Tośka ma jeszcze 3 braci !
-Ale mamo, ja już zaoszczędziłam sporo pieniędzy... - punkt dla mnie!
-Cóż... ale nigdy nie latałaś samolotem, jeszcze się tam zgubisz.
-Słuchajcie, można załatwić tak, żeby ktoś jej pilnował, a ma juz to 16 lat, więc sama latać może. Poza tym w końcu wyrobiliście jej paszport, niech dziewczyna korzysta. - kocham cię Ada, myślę sobie.
-No a co z Maritą? Przecież jest malutka, a nie chcę ci zwalać na głowę mojej szesnastoletniej córki, która też potrafi dać w kość.
-Oj już bez przesady, w końcu sama ją zaprosiłam, no nie bądźcie tacy. Poza tym Marita bardzo ją lubi, a Tosia może też czasem pomóc.
-Okej, zgadzam się. - odezwał się dotąd milczący tata.
- No ale tato ! Czekaj, chwila... coś ty powiedział?! ZGADZASZ SIĘ ?! - zrobiłam wielką buzie, podobnie jak i mama. No nie wierzę ! WAKACJE W LODNYNIE?! O mój Boże, oddychaj, Tośk, oddychaj!
-Tak, zgadzam się i po sprawie, reszte same sobie dogadajcie. - Rodzice wyszli, a ja nadal nie mogłam uwierzyć, że się zgodzili!
-No i sprawa załatwiona. Teraz obgadajmy co i jak dokładnie z tym wyjazdem.
Ustaliłyśmy, że przyjadę zaraz 1 lipca, a wrócę na koniec sierpnia. No nie wierzę, dwa miesiące tak daleko, tak wspaniale! Od razu zaczęłam rozmyślać nad tym, że może spotkam One Direction. To by dopiero było coś! Moi idole, a ja w ich mieście. Hah, chyba za dużo bym chciała, ale może, może się uda. Oczywiście musiałam o wszystkim opowiedzieć Weronice. Trochę było jej smutno, że spędzi wakacje beze mnie, ale z drugiej strony cieszyła się, że spełni się moje marzenie o Londynie. Musialam tylko przetrwać ostatni tydzień szkoły i wszystko stanie się prawdą. Tyle radości! Tej nocy to chyba nie zsanę!

********************************************

Wczoraj uznałam, że opowiadanie będzie jednak o One Direction. Może zaskoczenie? Myślę, że się wam spodoba ciąg dalszy, bo ogólną fabułę mam w głowie, ale chętnie przyjmę jakieś pomysły :)
Dzisiaj możliwe, ze powstanie kilka rozdziałów, bo nie wiem co będę robić cały dzień xd.
Siems ;*

środa, 29 maja 2013

Prolog

Dzisiaj znów nie bylam w szkole, okropnie męczy mnie to 'pseudo' przeziębienie. Mama jednak powiedziała, że mogę z nią pojechać po strój kąpielowy, bo widziała ładne w realu. Nie zastanawiałam się długo-pobiegłam do łazienki umyć grzywkę, żeby ładnie się układała, pomalowałam rzęsy, tylko rzęsy. To nie podobne do mnie, wiem, ale skóra też chce trochę pooddychać. Luźna koszulka w moim ulubionym, niebieskim kolorze, do tego rurki w podobnym odcieniu, torba-radio , a w niej dwie paczki husteczek, bo katar nie przestaje mnie męczyć, choć i tak już jest lepiej. Prostuję włosy, gdy słyszę z dołu :
-Tośka, zbieraj się ! Ile mam jeszcze czekać?
To moja mama, Honorata. Spontaniczne napływy na wyjścia ze mną mnie dobijały, bo nie umiałam się wyrobić w 5 minut jak moja mama, niestety. Szybko zakładam dodatki i schodzę na dół. Wsiadamy do auta, satrsznie nagrzane od słońca. W raelu nie było wielkiego wyboru, więc po przymiarce jednego stroju zrobiłyśmy zakupy i pojechałyśmy do PEPCO. Tam wybrałam dwa do przymiarki - w biało-granatowe paski z czerwonymi sznureczkami i cały niebieski. Mierząc stroje ciężko mi było patrzeć w lustro, nie lubiłam tego, co widziałam. Duże uda, mój największy kompleks. Rude włosy - już do nich przywykłam, teraz nawet je lubię, bo są długie i dobrze ułożone, bardziej mi przeszkadzały, gdy byłam młodsza, bo dzieci bywają okrutne. Do tego zielone oczy - no, lepiej, że zielone niż brązowe, ale dlaczego nie mogę mieć niebieskich, jak moi bracia? Oj nie wiem, nie rozumiem. Piegowata buzia, równe zęby (efekt ponad 4 lat aparatu ortodontycznego), uśmiech po siostrze mamy, zgrabny mały nosek (moja ulubiona część mnie) i... jak sie okazuje - nadal plaski brzuch! Kurczę, nie wierzę ! Tak sie mnie czepiać, że jestem 'gruba' a to tylko z nogami problem, no taka prawda. To cała ja. 171 centymetrów Antoniny Swag. 
Wybrałam ten strój w granatowo-białe paski, gdyż był wygodniejszy. Potem już pod przedszkole Alberta, mojego najmłodszego brata, gdzie miał być 'piknik rodzinny' . Było bardzo fajnie : ciacha, kiełbaska z grilla, frytki, napoje, zabawy z małym. Oprócz przedszkolaków i ich rodziców, byli też dziadkowie oraz starsze czy młodsze rodzeństwa. No właśnie. Ta starsza część... Tak, dobrze myślicie, był tam ktoś specjalny...

************************************************************

No i co wy na taki początek ? :) 
Mnie się chyba podoba, ale czekam na wasze komentarze :)
Wszystko pisane na bierząco, bo złapałam 'wene' , a za ortografy czy literówki z góry przepraszam. Możecie w komentach pisać jak ma mieć na imię 'ktoś specjalny' ;D 
Na dzisiaj tyle, postaram się pisać często,
 siems ;*

#pierwszy post

Siems :) Blog założyłam aby pisać opowiadanie. Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie, ale mam nadzieję, że się wam spodoba. Liczę na odwiedziny, komentarze. Za wszelką krytykę również dziękuję. Blog ma być wyłącznie internetowy, prywatni znajomi nie powinni mieć tu wstępu xd.

ZAPRASZAM ! :)